Słychać było z zewnątrz głos Rasseneura:
— Nigdy gwałt nie był uwieńczony zwycięstwem! Nie można świata przerobić w ciągu dnia jednego. Ci, którzy wam to obiecali, są szarlatanami lub szubrawcami.
— Brawo! Brawo! — wrzeszczał tłum.
Któż tu był winny? Pytanie to przygnębiło go do reszty. Czyż był winien temu nieszczęściu, niedoli jednych, śmierci drugich? Pewnego wieczoru przed katastrofą miał widzenie nędzy, która przyjść miała. Ale podniosła mu ducha myśl, że przecież dał się tylko porwać wraz z innymi biegowi wypadków. Nie on ich wiódł, ale raczej oni go popychali do rzeczy, których byłby nigdy nie uczynił, nie czując pod sobą tej fali, która go niosła. Przy każdym gwałcie zdumiewał się nad tym, co się stało. Nigdy nie zamierzał czynu karygodnego. Czyż mógł więc przewidzieć, że zwolennicy obrzucą go gradem cegieł? Ci nędznicy kłamią, twierdząc, że obiecał im życie bez pracy przy pełnych żłobach. A z tymi dowodami, którymi sam się chciał przekonać, mieszała się niepewność człowieka niewykształconego. Może nie stanął na wysokości zadania? Zresztą i na cóż te rozmyślania! Nie miał już z nimi nic wspólnego i bał się tej masy dzikich barbarzyńców, którzy gotowi zniszczyć świat cały, nie troszcząc się o argumenty naukowe i teorie społeczne. Już przedtem oddzielał go od nich wstręt, nie należał już do ich klasy, gdyż o własnych siłach wzniósł się do wyższej klasy ludzi myślących.
W tej chwili głos Rasseneura zgłuszyły okrzyki:
— Niech żyje Rasseneur!
— Nie ma jak on!
— Brawo! Brawo!
Szynkarz zamknął drzwi i podczas gdy tłum się rozchodził, obaj mężczyźni spojrzeli sobie w oczy. Wzruszyli ramionami i siedli wypić po kufelku piwa.
Tegoż dnia odbył się w Piolaine wielki obiad, ku uczczeniu zaręczyn Négrela z Cecylką. Gregoire’owie dnia poprzedniego zapuścić kazali świeżo podłogę w jadalni i przystroić salon. Melania królowała w kuchni pośród garnków, przyrządzała pieczyste i sosy, których zapach bił aż pod dach willi. Postanowiono, że stangret Franciszek będzie pomagał Honorce w usługiwaniu do stołu. Ogrodniczka miała myć naczynia, a jej mąż pilnować bramy. Nigdy nie było w starym patriarchalnym domu takiego ruchu.