— Co? Ty stąd odjeżdżasz?

— Tak, zażądałem książki... odchodzę na inne miejsce.

Stefan patrzył nań zdziwiony i podniecony. Po dwugodzinnej rozmowie mówi mu to teraz i to głosem tak spokojnym, gdy jemu na myśl o rozłące serce bić przestaje. Żyli przecież razem, cierpieli razem, cóż dziwnego, że smutno się rozstawać?

— Odjeżdżasz? A dokądże to?

— Nie wiem.

— Zobaczymy się przecież kiedyś?

— Nie, nie zdaje mi się.

Milczeli i patrzyli na siebie, nie wiedząc co sobie powiedzieć.

— Ano to bądź zdrów.

— Bądź zdrów.