Stefan nie chciał brać tych szmat, ocalonych przed handlarzem starzyzny, więc odparł:

— O nie, to nic nie warte, może się wam przyda dla dzieci... W Paryżu dam sobie jakoś radę...

Zjawiły się znów i znikły dwie klatki, więc Pierron zwrócił się już wprost do Maheudy.

— Słuchajcie, robota czeka! Czy wnet będzie koniec tego gadania?

Obróciła się doń plecami. Patrzcie, teraz gorliwego udaje ten sprzedawczyk! Cóż go obchodzi ten zjazd? Pierrona nienawidzono już w całej kopalni. Maheude stała dalej z lampą w ręku, mimo ciepłego dnia dygocząc w przeciągu, jaki panował w hali.

Ale nie mogli już znaleźć słów i stali przed sobą w milczeniu, choć serca ich były pełne i chętnie byliby sobie niejedno powiedzieli.

Wreszcie poczęła, by coś mówić:

— Levaque zaszła w ciążę. — Mąż jej jeszcze ciągle w więzieniu, ale to nic, zastępuje go Bouteloup.

— A, tak, Bouteloup.

— I słuchaj jeszcze... mówiłam ci, czy nie?... Filomena uciekła!