Dąży skroś8 — z nieskończoności

W nieskończoność.

A w oddali już majaczy

Spod ciężarnej nieb opony9

Czoło niby szczyt Taboru10,

Czarne ssawki, dech czerwony,

Cały mroczny kształt potworu,

Który ciągnie wieczny połów

Polnych ludzi.

Miasto, co przygasa w dzień,