— Nie weźmiemy jeńców, kapitanie.
— Co mi po nich?
— Ten statek może wieźć jakieś skarby.
— Tam, skąd pochodzę, wciąż mam zamki i liczne ziemie.
— Chodziło mi o naszych ludzi, kapitanie.
— Dla nich mam złoto. Wykonać zwrot.
Zastępca kapitana zagwizdał, aż echo poniosło się po pokładzie. Marynarze odpowiedzialni za manewry w mgnieniu oka zbrasowali56 żagle, a sternik ustawił statek do wiatru.
„Błyskawica” zawróciła w miejscu i pchnięta lekko południową bryzą, ruszyła śladem hiszpańskiego statku, pozostawiając za rufą długi, pieniący się ślad.
Zbliżała się pośród cieni, lekka jak ptak, bezszelestna niczym legendarny statek widmo.
Strzelcy stojący przy relingach, nieruchomi jak posągi, obserwowali nieprzyjacielski okręt, ściskając długie muszkiety o dużym kalibrze, które w ich rękach stawały się straszliwą bronią i prawie nigdy nie chybiały celu. Pochyleni nad działami artylerzyści dmuchali w lonty, w każdej chwili gotowi zasypać wroga gradem kartaczów.