— Mam lepszy pomysł, szybciej będzie naszą łodzią.
— Zgoda. A teraz ruszaj!
Rozdział II. Śmiała wyprawa
Carmaux usłuchał rozkazu i oddalił się pośpiesznie, wiedział bowiem, że z groźnym Korsarzem nie ma żartów.
Van Stiller czekał na niego na pokładzie w towarzystwie kwatermistrza i kilku piratów, którzy wypytywali go o tragiczną śmierć Czerwonego Korsarza i jego ludzi, domagając się krwawej zemsty na Hiszpanach z Maracaibo i nade wszystko na samym gubernatorze. Hamburczyk, gdy dowiedział się, że mają przygotować łódź, by popłynąć na brzeg, z którego cudem uciekli, nie krył zdumienia i obawy.
— Mamy tam wrócić?! — wykrzyknął. — Przecież zapłacimy za to głową, Carmaux.
— No cóż! Tym razem nie popłyniemy tam sami.
— A niby kto zamierza nam towarzyszyć?
— Czarny Korsarz.
— A to zupełnie co innego. Ten czort wcielony wart jest więcej niż stu korsarzy.