Wszyscy trzej opuścili się na pokład łodzi, którą już wcześniej przycumowano do rufy, by załadować na nią broń i żywność. Czarny Korsarz szczelnie owinął się peleryną i zajął miejsce na dziobie, podczas gdy piraci złapali za wiosła i odpłynęli.

Na korsarskim żaglowcu szybko wygaszono światła pozycyjne, strymowano13 żagle. „Błyskawica” ruszyła kursem za łodzią, halsując14, aby jej nie wyprzedzić. To Morgan odprowadzał swojego dowódcę w pobliże wybrzeża, by w razie zagrożenia przyjść mu z pomocą.

Czarny Korsarz leżał z głową wspartą na ramieniu i milczał. Bystrym wzrokiem dokładnie lustrował mroczny horyzont, próbując przeniknąć ciemności spowijające południowoamerykańskie wybrzeże. Od czasu do czasu odwracał głowę w stronę swojego statku, który nieustannie podążał ich śladem w odległości siedmiu lub ośmiu kabli, po czym znów kierował wzrok z powrotem na południe.

Tymczasem Van Stiller i Carmaux energicznie wiosłowali, a lekka i zwrotna łódka pruła czarne fale. Ani jeden, ani drugi nie wydawał się być zmartwiony powrotem na ziemie zamieszkałe przez ich bezwzględnych wrogów, albowiem w odwadze i przemyślności niezwykłego Korsarza, którego imię wzbudzało strach we wszystkich nadmorskich osadach rozległej Zatoki Meksykańskiej, pokładali bezgraniczną wiarę.

Wody jeziora Maracaibo15 były gładkie, zupełnie jakby wylano na nie oliwę, co ułatwiało wioślarzom sprawną i szybką żeglugę. Zwieńczone od strony morza dwoma wzniesieniami, układające się w podkowę niewysokie brzegi akwenu chronią wewnętrzne wody jeziora przed uderzeniami fal, co zapobiega tworzeniu się w ich głębinach silnych prądów morskich.

Dwaj piraci wiosłowali zawzięcie od godziny, kiedy Czarny Korsarz, który do tej chwili pozostawał niemal w całkowitym bezruchu, zerwał się nagle na nogi, jakby chciał lepiej przyjrzeć się temu, co rysowało się na szerokim horyzoncie.

W oddali, mniej więcej na południowym zachodzie, w jednominutowych odstępach błyskało światło, odbijając się od powierzchni wody.

— Maracaibo — powiedział Czarny Korsarz ponurym głosem, który zdradzał z trudem tłumioną wściekłość.

— Zgadza się — potwierdził Carmaux.

— W jakiej odległości się znajdujemy?