Dziewczynę przeszedł dreszcz.
— O których zmarłych mówisz? — zapytała po chwili milczenia.
— O tych, którzy umarli i nie zostali pomszczeni.
— O twoich braciach?
— Być może — wyszeptał Czarny Korsarz.
Szybkim krokiem podszedł do stołu i napełnił białym winem dwa puchary. Po chwili odezwał się do niej z wymuszonym uśmiechem, który zupełnie nie pasował do jego bladej twarzy.
— Twoje zdrowie, pani! Noc upływa, a ty musisz wrócić na swój statek.
— Noc jest spokojna, panie. Nic nie grozi łodzi, która ma mnie odwieźć z powrotem.
Ponure spojrzenie Czarnego Korsarza rozjaśniło się odrobinę.
— Chcesz dotrzymać mi towarzystwa? — zapytał.