— Jeśli ci się nie naprzykrzam.
— Wręcz przeciwnie. Życie na morzu jest ciężkie; chwile wytchnienia takie jak ta zdarzają się rzadko. Lecz jeśli mnie wzrok nie myli, coś każe ci tu zostać.
— Być może.
— Mów! Mój smutek już przeminął.
— Powiedz mi, panie, to prawda, że opuściłeś swoją ojczyznę i przybyłeś tu, by dokonać strasznej zemsty?
— Zgadza się, i nie zaznam spokoju ani na morzu, ani na ziemi, dopóki jej nie stanie się zadość.
— Tak bardzo nienawidzisz tego człowieka?
— Tak bardzo, że wylałbym ostatnią kroplę krwi, byle tylko go zabić.
— Co takiego ci zrobił?
— Zniszczył moją rodzinę, pani, ale dwie noce temu złożyłem straszną przysięgę i dotrzymam jej, choćbym miał cały świat przemierzyć i otworzyć trzewia ziemi, by dosięgnąć mego śmiertelnego wroga i wszystkich, którym przyszło nosić jego nazwisko.