— Wszystko w rękach losu.

— Boisz się o swój statek?

Uśmiech rozjaśnił oblicze Czarnego Korsarza.

— „Błyskawica” śmiało rzuca wyzwanie nawałnicom i szkwałom, a ja jestem kapitanem, który prowadzi ją poprzez fale i wiatry.

— Wiem, ale...

— Niepotrzebnie nalegasz, pani, nic więcej nie powiem. Reszty dopełni przeznaczenie.

Wskazał jej nadbudówkę i chyląc kapelusza, rzekł:

— Przyjmij gościnę, pani, ja zaś idę rzucić wyzwanie śmierci i własnemu losowi.

Włożył kapelusz i wbiegł na mostek. Tymczasem od strony Małych Antyli zwały wiatru pędziły burzę, przerywając królującą do tej pory na morzu ciszę.

Trzydziestu marynarzy przeprawiło się na hiszpański okręt. Szalupy wróciły już i załoga przy pomocy wind wciągała je właśnie na pokład.