Przerwał na kilka chwil, po czym, zmieniając ton, dodał:

— Uprzedź Franciszka L’Olonnais, że dzisiejszego wieczoru złożę mu wizytę. Następnie udaj się do gubernatora i przekaż mu moje pozdrowienia. Jego także zamierzam odwiedzić.

Stał na pomoście, dopóki żagle nie zostały opuszczone, a lin nie przywiązano do pomostu. Po pół godzinie, gdy wszystko było już gotowe, zszedł do kajuty, gdzie w oczekiwaniu na zejście na ląd siedziała flamandzka księżniczka.

— Pani — rzekł Czarny Korsarz. — Przygotowałem łódź, która zabierze cię na brzeg.

— Jestem gotowa — odparła. — Jestem twoim więźniem i muszę słuchać rozkazów.

— Nie, pani, nie jesteś niczyim więźniem, już nie.

— Jak to? Nie zapłaciłam okupu.

— Odpowiednia suma została już zdeponowana w pirackiej skrzyni.

— Za czyją sprawą? — zapytała zdumiona. — Nie powiadomiłam jeszcze markiza di Heredias ani gubernatora Maracaibo o mojej niewoli.

— To prawda, ale ktoś już się tym zajął — roześmiał się Czarny Korsarz.