Dziewczyna, słysząc szelest liści, obejrzała się. Na jego widok lekki rumieniec okrasił jej policzki, a usta rozchyliły się w uśmiechu, ukazując małe zęby, błyszczące jak perły, które nosiła na szyi.
— To ty, panie! — powitała go z radością.
Czarny Korsarz zdjął kapelusz i ukłonił się. Dziewczyna powiedziała do niego:
— Oczekiwałam cię, zobacz, stół już prawie gotowy do kolacji.
— Czekałaś na mnie, Honorato? — zapytał, całując dłoń, którą mu podała.
— Zobacz sam. Na kolację przygotowano kotlety z manata, szaszłyki z mięsa dzikich ptaków, morskie ryby, które tylko czekają, by je zjeść. Osobiście dopilnowałam przygotowania potraw, wiesz?
— Ty, pani?
— Dziwi cię to? Flamandzkie kobiety zazwyczaj same przygotowują potrawy dla swych mężów i gości.
— I naprawdę na mnie czekałaś?
— Tak, panie.