— Przecież nie obiecywałem, że zjawię się na kolację.

— To prawda, ale serce kobiety czasami odgaduje intencje mężczyzny, a moje mówiło mi, że wrócisz tu dziś wieczorem — odparła, rumieniąc się.

— Pani — odezwał się Czarny Korsarz — zostałem zaproszony na kolację przez jednego z moich przyjaciół, ale — do czorta! — niech czeka na mnie, ile zechce. Nie mógłbym zrezygnować z przyjemności spędzenia tego wieczoru z tobą. Być może to nasze ostatnie wspólne spotkanie i już się więcej nie zobaczmy.

— Dlaczego? — drgnęła niemile zaskoczona. — Czyżby Czarnemu Korsarzowi śpieszyło się z powrotem na morze? Dopiero co wrócił z jednej wyprawy i już pragnie kolejnej? Nie wiesz, że na morzu może cię spotkać śmierć?

— Wiem, pani, ale los pcha mnie znów daleko, a ja zamierzam usłuchać jego głosu.

— I nic cię nie powstrzyma? — zapytała łamiącym się głosem.

— Nic — ciężko westchnął Czarny Korsarz.

— Żadne uczucie?

— Żadne.

— Nawet przyjaźń? — zapytała z rosnącym niepokojem.