Po tych słowach odszedł szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie, jakby bał się, że coś go od tego powstrzyma. Przeszedł przez ogród i na powrót zanurzył się w dżunglę, kierując się w stronę domu Franciszka l’Olonnais.

Rozdział XVIII. Nienawiść w sercu Czarnego Korsarza

Nazajutrz o świcie, po porannym przypływie, wśród grania bębnów i fujarek, flota pod dowództwem trzech groźnych piratów, Franciszka l’Olonnais, Czarnego Korsarza i Michała Baska, wypływała z portu. Pozostający na wyspie bukanierzy żegnali kamratów strzałami z muszkietów, a piraci ze statków zacumowanych w porcie wykrzykiwali na ich cześć głośne „hurra!”.

Flotylla składała się z ośmiu mniejszych i większych statków, uzbrojonych w sumie w osiemdziesiąt sześć armat, z których szesnaście ulokowano na statku Franciszka l’Olonnais, a na „Błyskawicy” dwanaście. W całej wyprawie brało udział sześciuset pięćdziesięciu piratów i bukanierów.

„Błyskawica” — bez wątpienia najszybszych żaglowiec, jaki pływał po tych wodach — wysunęła się na czoło. Na najwyższej rei grotmasztu wciągnięto obszytą złota nicią, czarną banderę kapitana, a nad nią powiewała czerwona wstęga, typowa dla okrętów wojennych.

Za nią w dwurzędowym szyku płynęły pozostałe statki, zachowując między sobą bezpieczną odległość, by nikogo przy tym nie staranować i nie wpłynąć sąsiadowi pod bukszpryt.

Flota wyszła na pełne morze i skierowała się w stronę Cieśniny Wiatrów, która łączy Atlantyk z Morzem Karaibskim.

Pogoda była piękna, morze spokojne, a wiatry sprzyjające. Lekka bryza wiejąca od północnego-wschodu dawała nadzieję na szybką i spokojną żeglugę pod same mury Maracaibo. Los sprzyjał im też w innych kwestiach; piraccy zwiadowcy donosili, że flota admirała Toledo zacumowała w pobliżu Jukatanu, sprawując pieczę nad szlakami handlowymi wiodącymi do meksykańskich portów, więc nie stanowiła dla nich chwilowo większego zagrożenia.

Po dwóch dniach żeglugi flotylla nie napotkała na swej drodze żywej duszy. Statki opływały właśnie przylądek Engaño, gdy z pokładu płynącej przodem „Błyskawicy” dostrzeżono nieprzyjacielski okręt płynący w stronę Santo Domingo.

Obrany głównym dowódcą wyprawy Franciszek l’Olonnais natychmiast rozkazał wszystkich załogom rozpuścić żagle, a sam podpłynął do „Błyskawicy”, na której czyniono już przygotowania do ataku.