— W ładowni, ale odwiedzali mnie często i przynosili jedzenie, które kradli ze spiżarni kucharza.

— Szczwane lisy! Surowi są jak morze, a wiedzą, co to uczucie. Igrają ze śmiercią, ale pragną szczęścia swojego kapitana. Kto wie, ile ono jeszcze potrwa! — dodał po chwili prawie ze smutkiem.

— Dlaczego? — zaniepokoiła się Honorata.

— Za dwie godziny wzejdzie świt i będę musiał cię opuścić.

— Tak prędko? Dopiero się spotkaliśmy, a już myślisz o odejściu! — z bólem powiedziała dziewczyna.

— Jak tylko słońce wzejdzie nad horyzontem, piraci z Tortugi stoczą jedną z najstraszliwszych bitew, w jakich kiedykolwiek przyszło im brać udział. Fort, który skrywa za swymi murami mojego śmiertelnego wroga, zostanie ostrzelany z osiemdziesięciu dział, a sześciuset marynarzy gotowych na śmierć rzuci się do ataku. Ja będę im przewodził.

— Naprzeciw śmierci! — przeraziła się. — A co, jeśli dosięgnie cię kula?

— Życie ludzkie jest w rękach Boga, pani.

— Przysięgnij mi, że będziesz ostrożny.

— To niemożliwe. Dwa lata już czekam, by go dorwać i ukarać.