Czarny Korsarz”
Złożył list i przekazał go kwatermistrzowi, po czym przemówił do piratów, którzy wiernie służyli u jego boku:
— Do zobaczenia w Gibraltarze, najdzielniejsi z dzielnych.
Następnie zwrócił się do Carmaux, Van Stillera, Afrykańczyka i hiszpańskiego więźnia:
— W drogę! Nasz śmiertelny wróg nam ucieka.
— Mam ze sobą nowiutki sznur, nie mogę się doczekać, kiedy zaciśniemy mu go na szyi, panie kapitanie — odparł Carmaux. — Wczoraj wieczorem sprawdzałem jego wytrzymałość, zapewniam cię, że doskonale spełni swoje zadanie i że się nie urwie.
Rozdział XX. Pościg za Van Gouldem
Podczas gdy piraci i bukanierzy ze statków Baska i Franciszka l’Olonnais bez najmniejszego oporu wkroczyli do Maracaibo i zaczęli plądrować miasto, odkładając na później przeczesanie okolicznych lasów z zamiarem odszukania zbiegłych mieszkańców i pozbawienia ich wszystkiego tego, co ze sobą zabrali i co starali się ukryć, Czarny Korsarz i jego czterej kompani, uzbrojeni po zęby i zaopatrzeni w prowiant, ruszyli przed siebie tropem gubernatora.
Zaraz po opuszczeniu miasta zanurzyli się w gęstej roślinności rosnącej wzdłuż brzegów szerokiego jeziora Maracaibo, podążając wąską, ledwie przetartą ścieżką, która — jeśli wierzyć pałającemu żądzą zemsty Katalończykowi — nie miała ich zawieść zbyt daleko.
Od razu zauważyli pierwsze odciśnięte na wilgotnym leśnym podszyciu ślady — ośmiu koni i dwa ludzkie; oznaczało to, że oddział tworzyło ośmiu jeźdźców i jeden podróżujący pieszo żołnierz, co w pełni zgadzało się z liczbą wskazaną przez Hiszpana.