— No tak! — wykrzyknął wesół.103 — Mówiłem, że to szczwany lis.

— Mów, o co chodzi! — ponaglał go zniecierpliwiony już Czarny Korsarz.

— O to, że aby ukryć się w puszczy i zatrzeć za sobą ślady, wszedł do tej rzeczki.

— Woda jest głęboka?

Katalończyk zanurzył w niej swoją szpadę w poszukiwaniu dna.

— Na nie więcej niż piętnaście cali.

— Są tam węże?

— Nie, tego akurat jestem pewien.

— Przejdźmy zatem na drugą stronę i przyśpieszmy kroku. Zobaczmy, jak daleko jechali konno.

Hiszpan szedł jako pierwszy, a Murzyn jako ostatni, bowiem jego rolą było pełnić straż na tyłach. Przeprawę przez rzekę utrudniały zalegające w mulistej wodzie liście i rośliny. Unosiła się nad nią smrodliwa i trująca woń wyziewów powstałych w wyniku ich butwienia.