Niedawną obecność intruzów zdradzały podeptane i poszarpane tu i ówdzie rośliny. Choć w rzeczce rosła ich cała obfitość, wymieńmy choć kilka gatunków: mucumucú, czyli Montrichardia arborescens z rodziny obrazkowatych, której gąbczasty rdzeń podatny jest na uszkodzenia; kępki smukłych trzcin o gładkich łodygach i srebrzystym połysku, wykorzystywanych do budowy lekkich tratw; obrośnięte młodymi pędami łodygi robinii akacjowej, czyli rodzaj lian zawierających zaskakującą pod względem posiadanych właściwości mleczną substancję, która — gdy przeniknie do wody — dosłownie upija ryby. To oczywiście nie wszystkie rosnące tam rośliny, które utrudniały przeprawę. Pod rozpościerającym się szeroko sklepieniem pnączy i gałęzi panowała prawie zupełna cisza. Jedynie co jakiś czas, w odstępach bardzo regularnych, zakłócał ją jakby dźwięk dzwoneczka, brzmiący tak naturalnie, że Carmaux i Van Stiller żywiołowo podnosili głowy do góry. Tego srebrzystego dźwięku, który rozchodził się szerokim echem po dziewiczym lesie, nie wydawał żaden dzwoneczek, lecz ukryty w zaroślach dzwonnik nagoszyi, biało upierzony ptak wielkości małego gołębia, którego śpiew słychać z odległości aż trzech mil.

Korsarska drużyna coraz bardziej przyśpieszała kroku, szła w ciszy, niecierpliwie wypatrując miejsca, w którym Van Gould i jego oddział mogli porzucić konie, by dalej pieszo przedzierać się przez gęste, dziewicze knieje. Wtem z lewej strony dobiegł ich odgłos silnego wybuchu, a zaraz po nim na ich głowy spadł deszcz małych pocisków, wydając odgłos podobny do bijącego z nieba gradu.

— Do stu tysięcy bomb i kartaczy! — wykrzyknął Van Stiller, który odruchowo zgiął się w pałąk. — Kto do nas strzela?

Schylił się również Czarny Korsarz, w mgnieniu oka nabił muszkiet, jego piraci zaś cofnęli się gwałtownie. Jako jedyny nie poruszył się ani o krok Katalończyk, który wpatrywał się niewzruszony w porastające oba brzegi rzeki szuwary.

— Napadną na nas? — zapytał Czarny Korsarz.

— Nikogo nie widzę — odpowiedział z uśmiechem Katalończyk.

— A ten wybuch? Czyżbyś go nie słyszał?

— Owszem, słyszałem.

— I co, nie zaniepokoiło cię to?

— Mnie to nawet bawi.