— Zgadza się, to są konie gubernatora.

— A gdzie uciekli jeźdźcy? — zapytał Czarny Korsarz.

— Pewnie ukryli się w głębi puszczy.

— Nie wiesz, którędy mogli się przedostać przez ten gąszcz?

— Niestety, ale... Szczwane lisy z nich! — Co takiego?

— Widzicie tę złamaną gałąź, z której sączy się jeszcze sok?

— Widzimy, no i co?

— Spójrzcie tylko do góry! Kolejne złamane gałęzie.

— Widzimy.

— Te szczwane lisy wspięły się na te drzewa, a następnie zeskoczyły z nich wprost w zarośla, zacierając za sobą w ten sposób ślady. Nie pozostaje nam nic innego, jak zrobić to samo.