— Użyjemy szabli.
— Chciałbym to zobaczyć.
— Nie życz mi tego, drogi Moko.
Zwierzę zamiauczało po raz drugi; tym razem dźwięk, bliższy i głośniejszy niż poprzedni, rozbrzmiał w leśnych ciemnościach i przeszył strachem Afrykańczyka.
— Do diabła! — burknął pod nosem Carmaux, który zdradzał coraz większy niepokój.
— Robi się nieciekawie.
I w tej właśnie chwili ujrzał, jak Czarny Korsarz zrzuca z siebie pelerynę, która służyła mu podczas snu za okrycie, i zrywa się na równe nogi.
— Jaguar? — zapytał spokojnym tonem.
— Tak, panie kapitanie.
— Daleko stąd?