Poranne światło przezierało przez olbrzymie liście, szybko rozpraszając czeluści i budząc ze snu leśnych mieszkańców.

Tukany przysiadały na najwyższych gałęziach drzew i trzepotały skrzydłami, wydając nieprzyjemny dla uszu pisk przypominający dźwięk źle naoliwionego koła. Dzioby tych ptaków są prawie tak duże, jak reszta ich ciała, a jednocześnie tak delikatne, że muszą one rzucać pokarm do góry, by następnie pochwycić go w locie i połknąć. Ukryte w leśnej gęstwinie ptaki onorati na całe gardło wyśpiewywały barytonem do mi sol do. Cassichi świstały rozkołysane na swoich dziwnych torbiastych gniazdach, uwitych w giętkich gałęziach korzeniary czerwonej lub na czubkach olbrzymich liści maot, podczas gdy czarowne kolibry, niczym skrzydlate klejnoty, przelatywały z kwiatka na kwiatek, a ich pióra — zielone, turkusowe oraz czarne o złotym i miedzianym połysku — iskrzyły się w pierwszych promieniach słońca. Powoli wychodziły ze swoich kryjówek małpy, rozprostowywały kości i ziewały, wystawiając zaspane pyszczki w kierunku słońca.

Były to głównie wełniaki brunatne, mierzące od dwudziestu do nawet trzydziestu cali wzrostu, zaopatrzone w ogony przekraczające długość ich ciała, o puszystej sierści, brunatnej na grzbiecie i szarej na podbrzuszu, i z czymś w rodzaju grzywy na ramionach.

Niektóre huśtały się na ogonach, skrzekliwie hałasując, inne natomiast na widok przybyszów stroiły głupie miny i rzucały w ich stronę owoce, wszak z natury są to istoty złośliwe i dokuczliwe.

Wśród palmowych liści można było dostrzec także liczne grono mniejszych człekokształtnych z gatunku uistiti srebrzystej, które pod względem urody nie miały w małpim świecie sobie równych i których lilipuci rozmiar pozwalał je sobie schować do kieszeni kaftana. Z dużą zwinnością przeskakiwały z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu owadów stanowiących podstawę ich jadłospisu. Jednakże spłoszone obecnością nieproszonych gości dawały chyżo drapaka na ukryte wysoko w koronach drzew gałęzie, skąd wpatrywały się w nich swoimi inteligentnymi i pełnymi wyrazu oczami.

W miarę jak zagłębiali się w leśne ostępy, puszcza przerzedzała się; podmokłe, muliste podłoże nie zachęcało do zapuszczania korzeni.

Piękne palmy zostały w tyle, teraz teren porastały tak zwane imbauda, rodzaj małych wierzb, które gniją w trakcie pory deszczowej i zielenieją w czasie pory suchej. Dookoła rosły palmy kamona111, które mają bardzo gruby, pękaty pień podtrzymywany przez pałąkowate korzenie sięgające wysokości od sześciu do dziewięciu stóp, a które z kolei na wysokości ponad osiemdziesięciu stóp tworzą parasol ząbkowanych liści.

Dość szybko jednak drzewa ustąpiły miejsca zwalistym calupo, roślinom, z których owoców pokrojonych na kawałki i poddanych fermentacji uzyskuje się orzeźwiający napój, a także gęsto rosnącym bambusom wysokim na pięćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć stóp.

Katalończyk już miał zanurzyć się w tej gęstwinie, kiedy nagle zmienił zdanie i odwrócił się w stronę piratów, mówiąc:

— Zanim opuścimy na dobre las, mam nadzieję, że nie pogardzicie filiżanką mleka.