— Gdzie?
— Na obrzeżach mokradeł, jakieś dwieście stóp od nas.
— Jest sam?
— Chyba coś tropi.
— Chodźmy go zobaczyć — powiedział stanowczym tonem Czarny Korsarz.
— Kapitanie, ostrożnie — poradził mu Katalończyk.
— Jeśli nie stanie nam na drodze, to nie będziemy go niepokoić. Zachowajmy spokój i ciszę.
Zeszli z bambusowych wiechci i chowając się za łodygami trzciny, szli przed siebie w ciszy i w bojowej gotowości z szablą w dłoni.
Po przejściu dwudziestu jardów dotarli na brzeg rozległych mokradeł, które pokrywały znaczne obszary dziewiczego lasu.
To była tropikalna sawanna, czyli bagienny teren, do którego spływały wszystkie leśne cieki wodne. Zalegająca w nim woda, w której rozkładały się tysiące różnych roślin, wydzielała szkodliwe dla człowieka wyziewy, mogące wywołać wysoką gorączkę.