Cały obszar gęsto porastały skupiska rośliny arum, zwieńczonej u nasady strzelistej łodygi sercowatymi liśćmi, jak również krzaki Astrocaryum murumuru, zwanej w tubylczym narzeczu mucumucú, o rozłożystych liściach unoszących się na powierzchni grzęzawiska. Krajobrazu dopełniały byrsonima crassifolia oraz wspaniałe wiktorie królewskie, największe spośród wodnych roślin, których liczące niemalże sześćdziesiąt cali obwodu liście przypominały monstrualne okręgi albo ogromne talerze o zagiętych i uniesionych brzegach zakończonych długimi kolcami.
Na powierzchni unosiły się wspaniałe kwiaty poprzecinane to różowymi, to purpurowymi żyłkami. Wyglądały jakby były wykonane z białego weluru.
Piraci nie zdążyli jeszcze dobrze przyjrzeć się okolicy, gdy w niewielkiej odległości od nich rozległ się głuchy pomruk.
— To jaguar! — wykrzyknął Katalończyk.
— Gdzie? — zapytali pozostali.
— Tam, na brzegu! Czai się do skoku!
Rozdział XXIII. Atak jaguara
Pięćdziesiąt kroków przed nimi, na wysokości trzcinowych zarośli, tuż na skraju sawanny, czaiło się do skoku dorodne zwierzę przypominające kształtem tygrysa, choć nieco mniejszych od niego rozmiarów. Leśny drapieżnik mierzył prawie osiemdziesiąt cali długości, był więc rosłym przedstawicielem swojego gatunku. Miał trzydziestocalowy ogon, krótką i masywną szyję oraz potężne łapy wyposażone we wspaniałe pazury.
Jego gęste, przepiękne, żółto-miedziane futro pokryte było charakterystycznymi cętkami obwiedzionymi rudą obwódką, które po bokach były mniejsze, na grzbiecie zaś zlewały się w regularne linie. Piraci nie mieli żadnych wątpliwości, że był to jaguar, najwspanialszy drapieżnik obu Ameryk, groźniejszy od kuguarów i być może groźniejszy nawet od żyjących w Górach Skalistych niedźwiedzi.
Te dzikie zwierzęta zamieszkują tereny od Patagonii po Stany Zjednoczone, dumnie reprezentując na tych szerokościach geograficznych tygrysi ród. I są tak samo jak wszyscy jego przedstawiciele groźne, zwinne i silne.