Ich domem są zwłaszcza lasy deszczowe, brzegi sawann i dorzecza wielkich rzek, takich jak: La Plata, Amazonka, Orinoko. Kochają bowiem — rzecz w przypadku kotów zupełnie niesłychana — wodę.

Jaguary cieszą się sławą bezlitosnych zabójców. Mają wiecznie niezaspokojony apetyt, w związku z czym ich łupem pada każde napotkane na drodze stworzenie. Nie uciekną im nawet małpy, albowiem jaguary — jak na koty przystało — z łatwością wskakują na każde drzewo. Bydło hodowlane i konie mogą próbować bronić się za pomocą rogów i kopyt, ale na niewiele się to zdaje — krwiożercze drapieżniki skaczą na nie z rozpędu i silnym uderzeniem łapy przetrącają im kręgosłupy. W starciu z nimi nie mają szans nawet żółwie, choć chronią je przecież bardzo wytrzymałe pancerze. Dzięki swoim ostrym pazurom jaguary z łatwością przebijają skorupy żółwi arrau, a następnie wysysają ich smakowite mięso.

Do psów pałają tak żarliwą nienawiścią, że choć wcale nie przepadają za ich mięsem, wchodzą nieskrępowanie w biały dzień do indiańskich wiosek tylko po to, by te wierne ludziom czworonogi rozszarpać na strzępy.

Nie przepuszczą także ludziom — na skutek ataku jaguara śmierć zbiera corocznie obfite żniwo wśród Indian. Szpony drapieżnika rozszarpują ciało i zadają głębokie rany, które nie są w stanie się już zagoić, w związku z czym ranny w starciu ze zwierzęciem nieszczęśnik ostatecznie umiera.

Teraz przyczajony na skraju sawanny jaguar jakby w ogóle nie zauważył zbliżających się piratów, nie zdradzał bowiem żadnych oznak rozdrażnienia. Jego oczy nieruchomo wpatrywały się w czarniawe wody mokradeł. Najwyraźniej czaił się na zdobycz, która ukrywała się pod liśćmi wiktorii królewskiej. Zaszył się wśród trzcin, czekał z uniesionym lekko podbrzuszem, w pozycji gotowej do skoku. Poruszał lekko sztywnymi wąsami, a jego ogon bezszelestnie ocierał się o zarośla. Widać było, że powoli ogarnia go zniecierpliwienie.

— Na co on czeka? — zapytał Czarny Korsarz, który jakby zupełnie zapomniał o istnieniu Van Goulda i jego ludzi.

— Czai się na zdobycz — odparł Katalończyk.

— Czyżby na jakiegoś żółwia?

— Nie — odpowiedział Afrykańczyk. — Szykuje się do starcia z godnym mu przeciwnikiem. Spójrzcie tam, widzicie ten pysk pośród liści?

— Rzeczywiście, nasz czarny przyjaciel ma rację, tam się coś rusza — powiedział Carmaux.