Na swoje nieszczęście — ze względu na brak jednego oka — nie oszacował prawidłowo dzielącej go od jaguara odległości; zamiast zatopić kły w jego ciele, w rozpędzie ugryzł go w ogon. Rozdzierający ryk drapieżnika mógł jednak świadczyć tylko o jednym — kajman nie tylko ugryzł go w puszystą kitę, ale całkowicie mu ją odgryzł!

— Biedne stworzenie! — wykrzyknął Carmaux. — Bez ogona będzie mu nie do twarzy!

— No to teraz mu się odwdzięczy — odparł Katalończyk.

Rozjuszony drapieżnik w mgnieniu oka doskoczył do gada.

Wbił mu pazury w pysk i zaczął go rozszarpywać, choć przecież wiedział, że kajman może odgryźć mu łapy.

Broczący krwią, oślepiony i silnie okaleczony krokodyl, zaczął się wycofywać w kierunku mokradeł. Plaskał ogonem o ziemię i kłapał paszczą, nie mogąc zrzucić z siebie swego oprawcy, który systematycznie rozrywał mu pazurami wnętrzności.

W pewnym momencie drapieżniki wpadły do wody. Przez kilka chwil widać było szamotaninę, woda zakotłowała się i spieniła, a po chwili zabarwiła na czerwono. W końcu zwycięskie zwierzę wynurzyło się na powierzchnię.

Był to jaguar, choć w opłakanym stanie. Jego sierść ociekała krwią i wodą. Ogon został w paszczy kajmana, wyglądało na to, że ma złamaną nogę, a jego grzbiet był odarty ze skóry.

Z trudem wydostał się na brzeg. Przystanął na chwilę i odwrócił się, spoglądając na mokradła. Oczy lśniły mu wściekłością. Doczłapał się z trudem do trzcinowych zarośli, po czym zniknął z pola widzenia piratów, odgrażając się jeszcze ostatnim złowrogim mruknięciem.

— Mocno mu się oberwało. Dostał za swoje — powiedział Carmaux.