— No tak, ale kajman padł trupem i kiedy jutro wypłynie na powierzchnię, jaguar będzie miał bardzo pożywne śniadanie — skwitował Katalończyk.

— Pożywne, ale nader kosztowne.

— Nic mu nie będzie, to bardzo silne zwierzęta, więc wyzdrowieje.

— Ale drugi ogon mu na pewno nie wyrośnie.

— Wystarczą mu kły i pazury.

Czarny Korsarz ruszył przed siebie, obchodząc mokradła. W pobliżu miejsca, w którym rozegrała się krwawa walka pomiędzy królem południowoamerykańskich lasów z władcą rzek i mokradeł, Carmaux zauważył leżące na ziemi oko kajmana.

— Fuj! Ohyda! — wykrzyknął zniesmaczony. — Mimo że zgasło, zachowało nienawistny błysk i dziki zew.

Piraci szli przed siebie dziarskim krokiem. Jako że na obrzeżach mokradeł rosły tylko tyczkowate trzciny i krzaki mucumucú — rośliny, pośród których łatwo było torować sobie przejście — wędrówka okazała się o wiele przyjemniejsza niż wcześniejsza przeprawa przez leśne knieje i gęstwinę. Teraz musieli głównie uważać na różne jadowite gady, w obrębie mokradeł było ich bowiem bez liku. Za szczególnie niebezpieczne uchodzą węże żararaki, na których ukąszenia nie ma ratunku. Ich skóra ma barwę suchych liści, potrafią więc skutecznie oszukać ludzkie oko.

Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że na drodze swojej wędrówki nie napotkali żadnego z tych niebezpiecznych stworzeń.

Tereny te obfitowały w rozmaite gatunki ptaków, które krążyły całymi stadami ponad porastającą mokradła roślinnością i wokół trzcinowych zarośli. Poza ptactwem brodzącym można było zobaczyć długoogoniaste i kolorowo upierzone ciganas, czyli kośniki czubate, całe stada skrzeczących papug — zielonych, żółtych, czerwonych i innych, majestatyczne ary o turkusowych skrzydłach i żółtym brzuchu, a także rozliczne pasówki obrożne — ptaki, które na pierwszy rzut oka przypominają wróble.