Już miał nakazać towarzyszom wędrówki, żeby przyśpieszyli kroku, kiedy jego uwagę przykuł dobiegający z leśnej gęstwiny przeciągły gwizd o dziwnym brzmieniu.
— Co to ma być? — zapytał, zwracając się do Katalończyka.
— Nie mam zielonego pojęcia — odparł zapytany, spoglądając z niepokojem w kierunku olbrzymich drzew.
— Jakiś ptak śpiewa w taki sposób?
— Ten gwizd nic mi nie mówi, słyszę go po raz pierwszy.
— A ty Moko? — zapytał Czarny Korsarz Afrykańczyka.
— Ja też nie, panie kapitanie.
— Może to jakiś sygnał?
— Tego się obawiam.
— A może to twoi rodacy, którym depczemy po piętach?