A ten, który nazywał się Carmaux, dodał:
— Niech mnie morze pochłonie, że nie rozpoznałem głosu, który przynosi nam te wspaniałe wieści.
— Kto to niby jest? — zapytał jego kompan, zabierając się energicznie do wiosłowania.
— Spośród wszystkich śmiałków z Tortugi tylko jeden pirat mógłby poważyć się na wyprawę pod same hiszpańskie forty.
— Czyli kto?
— Czarny Korsarz.
— Niech mnie kule biją! To on! We własnej osobie!
— Mamy dla niego przykre wieści — wyszeptał Carmaux i westchnął. — Niestety nie żyje...
— Być może łudził się, że jeszcze zdąży go wybawić z rąk Hiszpanów, prawda, przyjacielu?
— Tak, Van Stillerze.