Jeden z dwóch żołnierzy wsparł się na łokciu i rzekł, siląc się na uśmiech:

— Ej, caballero! Chyba nie będziesz strzelał do umarlaków!

W tym momencie między krzaki wskoczył Katalończyk:

— Pedro, Diego! Moi druhowie.

— Wielkie nieba! — krzyknęli dwaj żołnierze na widok swojego rodaka.

— To ja, tak, drodzy przy...

— Cisza! — powiedział stanowczym tonem Czarny Korsarz. — Mówcie szybko, gdzie jest Van Gould!

— Gubernator? — zapytał ten, który miał na imię Pedro. — Będą ze trzy godziny, jak ruszył dalej przed siebie.

— Sam?

— Z jednym Indianinem, który był naszym przewodnikiem po dżungli i z dwoma oficerami.