— Bardzo się oddalił? Mówcie, jeśli wam życie miłe.

— Nie bardzo.

— Czy ktoś na niego czeka nad brzegiem jeziora?

— Nie, ale Indianin wie, skąd wziąć łódkę.

— Przyjaciele — powiedział Czarny Korsarz — trzeba nam ruszać w dalszą drogę, w przeciwnym razie Van Gould umknie.

— Panie — rzekł Katalończyk — chyba nie sądzisz, że zostawię tak tu swoich przyjaciół? Jezioro jest niedaleko stąd, czas mojej misji dobiega końca. Wolę zrezygnować z zemsty niż zostawić tu moich rodaków na pewną śmierć.

— Rozumiem cię — powiedział Czarny Korsarz — jesteś wolny, rób, co uważasz za stosowne, ale sądzę, że twoja pomoc na nic się tu zda.

— Być może uda mi się ich uratować, panie.

— Moko zostanie z tobą. Nas trzech wystarczy, żeby się rozprawić z Van Gouldem.

— Zobaczymy się w Gibraltarze, panie, obiecuję ci to.