— Czy twoi druhowie mają jakiś prowiant?

— Trochę sucharów, panie — odpowiedzieli dwaj żołnierze.

— Powinny wystarczyć — odparł Carmaux.

— I do tego mleko — dopowiedział Katalończyk, który rzucił okiem na drzewo, u którego pnia leżeli dwaj żołnierze.

Katalończyk zrobił navają głębokie nacięcie w korze drzewa, które nie było darzymlecznią, ale massaraudubą, jego gatunkową kuzynką. W jej pniu płynie gęsty, biały płyn o smaku mleka, bardzo pożywny, który jednakże należy spożywać z umiarem, albowiem w nadmiernych ilościach może wywoływać bardzo poważne dolegliwości.

Napełnił manierki piratów, dał im kilka sucharów, po czym rzekł:

— Ruszajcie caballeros, w przeciwnym razie Van Gould znów wam ucieknie. Mam nadzieję, że się zobaczymy w Gibraltarze.

— Żegnaj! — odpowiedział Czarny Korsarz, podejmując marsz. — Będę tam na ciebie czekał.

Van Stiller i Carmaux nabrali trochę sił, posilając się w pośpiechu kilkoma sucharami i popijając mlekiem. Następnie ruszyli w ślad za swoim dowódcą, starając się wykrzesać z siebie energię i nie zostać w tyle.

Czarny Korsarz zamierzał nadrobić trzy godziny przewagi, którą mieli nad nim uciekinierzy. Zależało mu, żeby dotrzeć do brzegu jeziora jeszcze przed zapadnięciem zmroku. A była już piąta po południu, czasu więc do zmierzchu zostało niewiele.