Łódź wpłynęła akurat na miejsce, w którym znajdowała się cała kolonia nocoświetlików.

— Widać ich, kapitanie? — zapytali Carmaux i Van Stiller jednogłośnie.

— Tak, widzę szalupę na świetlnej połaci — odparł Czarny Korsarz.

— Damy radę ich dogonić?

— A jakże!

— Cała naprzód, Van Stillerze!

— Wiosłuj, co sił, Carmaux!

— Przytrzymaj dłużej wiosła w wodzie, Van Stillerze. Mniej się zmęczymy, a szybciej popłyniemy.

— Cisza. Nie trwońcie energii na gadulstwo! — przywołał ich do porządku Czarny Korsarz. — Naprzód, moje dzielne wilki morskie! Prawie już go mamy.

Czarny Korsarz chwycił za muszkiet i wstał, starając się wypatrzyć pośród cieni na pokładzie łodzi znienawidzonego księcia.