— To nie ja. Zauważyłeś kogoś?
— Nikogo nie widziałem. Poza tym cisza jak makiem zasiał. W pobliżu nikogo. W oddali natomiast i owszem — grupa marynarzy opuściła plażę i weszła w głąb puszczy.
— A karawela wciąż jest na kotwicy?
— Niezmiennie.
— A szalupy?
— Patrolują wybrzeże i blokują możliwość ucieczki z wyspy.
— Kto przewodził tej grupie, która weszła do lasu?
— Widziałem na ich czele jakiegoś siwobrodego starca.
— Przecież to on! — wykrzyknął Czarny Korsarz, mocno zaciskając ze złości zęby. — Niech ten łajdak tylko się tu pojawi. Zobaczymy, komu będzie sprzyjało szczęście i czy fortuna go uchroni od mojego arkebuza.
— Jak myślisz, kapitanie, ile czasu im zabierze, żeby się tu dostać? — zapytał Carmaux, który zaczął właśnie zbierać chrust.