Czarny Korsarz upewnił się co do spodziewanego kierunku ataku, po czym postanowił wdrożyć plan zaproponowany przez Carmaux, chcąc staranować za pomocą rozpędzonych kamieni wspinających się wąskim gardłem zbocza marynarzy.
— Pozwólcie do mnie, moi dzielni przyjaciele — rzekł do swoich kamratów. — Najpierw zajmijmy się oddziałem, który chce nas zaatakować od tyłu. Potem zajmiemy się tymi, którzy nadchodzą od strony jeziora.
— W ich przypadku mam nadzieję, że unieszkodliwi ich niku — rzekł Carmaux. — Ugaszą pragnienie, po czym będą uciekać, gdzie pieprz rośnie, trzymając się za brzuchy.
— Na moją komendę... — rzekł Czarny Korsarz, widząc toczącego ogromny głaz hamburczyka. — Teraz! — dał rozkaz dowódca.
Dwóm piratom nie trzeba było powtarzać, od razu zaczęli toczyć w kierunku krawędzi, z zawrotną prędkością, tuzin głazów, a następne zepchnęli je wąskim gardłem zbocza.
Potężna kamienna lawina z siłą i prędkością huraganu potoczyła się przez las, podskakując, taranując krzaki i młode drzewa, które napotykała na swej drodze.
Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Po kilku sekundach w dolinie podniosły się krzyki przerażenia, a zaraz za nimi odgłosy wystrzałów z muszkietu.
— Ha! Macie za swoje! — krzyknął Carmaux tryumfalnie. — Najwyraźniej ktoś tam na dole oberwał!
— Widzę wycofujących się biegiem w popłochu ludzi — powiedział Van Stiller, który wspiął się na szczyt wzniesienia, z którego miał dobrą widoczność na to, co działo się u jego podnóża.
— Wydaje mi się, że dostali za swoje i skutecznie wybiliśmy im z głowy szturm.