— Hamburczyku, pokażmy im, że stać nas na więcej. Nie będą mieli wątpliwości, z kim mają do czynienia.

— Jestem gotów, Carmaux. Dawaj!

Piraci zepchnęli jeszcze raz całą lawinę olbrzymich kamieni. Drugi zrzut stoczył się z takim samym hukiem, tratując roślinność porastającą zbocze i wysadzając z posad napotykane na swojej drodze inne kamienie i głazy. Marynarze z karaweli salwowali się ucieczką na zbocza i chowali się za drzewami.

— Myślę, że póki co mamy od nich spokój — odrzekł Carmaux, zacierając z zadowolenia dłonie. — Dostali za swoje!

— Bierzmy się zatem za pozostałych — powiedział Czarny Korsarz.

— Jeśli nie dostali kolki od tej prędkiej ucieczki — dodał Van Stiller.

— Nie widać, żeby ktoś się wspinał.

— Cicho bądźcie.

Czarny Korsarz podszedł do krawędzi skały i przez kilka chwil nasłuchiwał.

— I co, nic? — zapytał zniecierpliwiony Carmaux.