— Cisza jak makiem zasiał — odparł Czarny Korsarz.
— Czyżby napili się niku?
— Czy może zakradają się, pełzając jak węże? — zapytał Van Stiller.
— Ostrożnie, żeby nas nie poczęstowali znienacka prochem.
— Pewnie się boją, że ich pozgniatamy jak robaki — skwitował Carmaux. — Być może nasza kamienna artyleria jest groźniejsza od tej, którą dysponuje karawela. A już na pewno nie jest tak kosztowna.
— Spróbuj oddać strzał w tamte zarośla — rozkazał Czarny Korsarz, zwracając się do hamburczyka. — Jeśli odpowiedzą, będziemy wiedzieć, jak się zachować.
Van Stiller poszedł w kierunku krawędzi, przykucnął za krzakiem i wypalił z arkebuza w sam środek zarośli.
Odgłos wystrzału poniósł się szerokim echem po lesie, lecz na tym się skończyło. Piraci odczekali chwilę, nadstawiając ucha i przepatrując gęste listowie, po czym wypalili z muszkietów każdy w innym kierunku.
Jednak także tym razem nie dało się słyszeć żadnej reakcji. Co zatem mogło się stać z drugim oddziałem, który wspinał się do góry od strony jeziora?
— Jak już strzelacie, to chociaż celnie — rzekł Carmaux. — Ta cisza ma w sobie coś złowróżbnego, przeczuwam pułapkę. Kapitanie, co zamierzasz?