— Ale nas jest sześćdziesięciu, a poza tym sam Van Gould włada szpadą po mistrzowsku.

— Według mnie to za mało, żeby powstrzymać tego zapaleńca Czarnego Korsarza. Coś mi się wydaje, że wielu z nas przywita się z zaświatami.

— Ale ci, co przeżyją, nieźle się obłowią: dziesięć tysięcy piastrów! Sam pomyśl, ile picia i jedzenia!

— Sumka niczego sobie, Sebastianie. Carrai! Gubernator chce zobaczyć trupa.

— Nie, Diego, on chce go dostać żywcem.

— Pewnie, żeby go powiesić później.

— Co do tego nie ma wątpliwości. Słyszałeś te odgłosy, Diego?

— Tak, nasze oddziały wyruszają w drogę.

— A zatem chodźmy z nimi, u góry czeka na nas dziesięć tysięcy piastrów.

Czarny Korsarz i jego kamraci ani drgnęli. Leżeli nieruchomo i cicho jak myszy pod miotłą pośród wysokich traw i lian, gotowi strzelać, gdyby tylko okazało się to konieczne.