— Hrabio, nie stawiaj oporu, pozwól mi przejść, nie zmuszaj mnie do pojedynku. Jeśli chcesz się bić, za moimi plecami masz setki piratów. Ja winny ci jestem wyrazy uznania, a nie śmiercionośną szpadę.

— Nie, panie wyrównaliśmy już rachunki. Nie opuścicie tej flagi, zanim ostatni z nas — ja, dowódca twierdzy i jego ludzie — nie polegniemy w jej obronie.

Po tych słowach porwał się na Czarnego Korsarza i zaczął go atakować.

Czarny Korsarz zdawał sobie sprawę, że hrabia Lermy nie dorównuje mu w fechtunku i wcale nie zamierzał pozbawiać życia tego zacnego i wielkodusznego szlachcica. Zrobił więc dwa kroki do tyłu i raz jeszcze krzyknął dla ostrzeżenia:

— Proszę cię, nie zmuszaj mnie, panie, żebym cię zabił!

— Walcz! — krzyknął z uśmiechem hrabia. — Walcz, panie Ventimiglii!

Dookoła nich toczyła się krwawa walka, żołnierze krzyczeli i przeklinali, słychać było jęki rannych i wystrzały z muszkietów i pistoletów. W tym bitewnym ferworze stanęli do walki także oni dwaj gotowi zabić i dać się zabić.

Hrabia atakował z dużą determinacją, wyprowadzając cios za ciosem, jednak Czarny Korsarz z wprawą parował wszystkie. Obaj wyciągnęli też sztylety, żeby skuteczniej odpierać ciosy szpadą. Raz nacierał jeden, raz drugi, raz jeden robił kilka kroków do przodu, a drugi się cofał, by po chwili przejść do ofensywy. Trudno im się walczyło, brodzili we krwi, która spływała już po całym dziedzińcu, musieli więc bardzo ostrożnie stawiać stopy, żeby się nie poślizgnąć.

W pewnym momencie Czarny Korsarz, który nie miał zamiaru zabijać kastylijskiego szlachcica, jednym ciosem wytrącił z jego rąk szpadę, w podobny sposób, w jaki uczynił to w domu notariusza.

Tuż obok hrabiego — jak się miało okazać na całe jego nieszczęście — dogorywał pokonany wcześniej przez Czarnego Korsarza dowódca arkebuzerów. Hrabia doskoczył do niego w mgnieniu oka, wyrwał z jego zaciśniętych dłoni szpadę i znów rzucił się na Czarnego Korsarza. Dokładnie w tej samej chwili napatoczył się jeden hiszpański żołnierz. Czarny Korsarz, zmuszony teraz stawić czoła dwóm przeciwnikom jednocześnie, nie miał już więcej skrupułów i nie zamierzał już nikogo oszczędzać.