Na blankach, na wieżach, na korytarzach, w salach i w kazamatach, wszędzie Hiszpanie walczyli jeszcze ze wściekłością, która mieszała się z rozpaczą. Stary, waleczny dowódca Gibraltaru i wszyscy jego oficerowie polegli, ale szeregowi żołnierze nie składali broni.
Rzeź trwała jeszcze około godziny, garstka obrońców otoczyła kręgiem flagę swojej dalekiej ojczyzny. Nie chcieli się poddać, przyszło im więc wszystkim polec.
Podczas gdy piraci pod wodzą Franciszka l’Olonnais zajmowali pierwszą twierdzę, Michał Bask szturmował drugą, zmuszając obrońców do kapitulacji, ale w zamian darując im życie.
Trwająca od samego rana walka zakończyła się o godzinie drugiej porażką Hiszpanów. Pochłonęła życie czterystu Hiszpanów i stu dwudziestu piratów, z których wielu poległo jeszcze w lesie, pozostali podczas oblężenia twierdzy, której tak walecznie bronił gubernator Gibraltaru.
Rozdział XXXVI. Przysięga Czarnego Korsarza
Żądni łupów piraci niczym rwąca rzeka wdzierali się w zaułki bezbronnego miasta, chcąc dopaść mieszkańców, zanim ci zdążą schronić się w okolicznych lasach wraz ze swymi kosztownościami. Tymczasem na zewnętrznym dziedzińcu fortu Czarny Korsarz, Carmaux, Van Stiller i Moko układali na stosach ciała poległych, z nadzieją, że gdzieś pośród nich odnajdą martwego Van Goulda.
Widok dziedzińca przejmował grozą. Gdzie nie spojrzeć, wszędzie piętrzyły się góry trupów; zdeformowane ciała piratów i obrońców fortu leżały jedne na drugich, miały odcięte ręce i nogi, rozpłatane piersi, strzaskane głowy i rozprute wnętrzności, były pokryte okropnymi ranami, wciąż jeszcze broczącymi krwią, która spływała po schodach twierdzy, tworząc u ich stóp czerwone kałuże, nad którymi unosił się cierpki odór.
Noże i kordelasy, które pozbawiły życia tych nieszczęśników, wciąż sterczały z ciał. Niektórzy z nich zwarli się ze swym wrogiem w śmiertelnym uścisku i tak skonali, z zębami zatopionymi w jego szyi, inni jeszcze zastygli w ostatnim skurczu z szablą zaciśniętą w dłoni. Tu i ówdzie na tym pobojowisku słychać było rzężenie rannych, którzy z wielkim wysiłkiem zrzucali z siebie trupy i ukazywali światu blade, umazane krwią twarze, wątłym głosem błagając o łyk wody.
Czarny Korsarz nie żywił nienawiści do hiszpańskich żołnierzy, dlatego też śpieszył na ratunek wszystkim rannym i pomagał wygrzebywać ich spod stosu rozrzuconych wkoło ciał. Z pomocą Moka i dwóch kamratów przenosił nieszczęśników w bezpieczne miejsce, powierzając ich trosce opatrzenie ran.
Uporali się już ze wszystkimi wzywającymi pomocy, jakich udało im się odnaleźć. Zatrzymali się teraz tuż przy skraju wewnętrznego dziedzińca, gdzie ciała Hiszpanów i piratów leżały pokotem, jedne na drugich, gdy nagle usłyszeli dobrze znany im głos.