— Jesteś ranny? — zapytał Czarny Korsarz, pomagając wojakowi wstać na nogi.
— Otrzymałem cios szablą w plecy i drugi w twarz, ale — bez obrazy przyjaciele — pirata, który mnie tak urządził, nadziałem na moją szablę jak barana na rożen. Przysięgam wam, caballeros, że rad jestem, widząc was całych i zdrowych.
— Jesteś poważnie ranny?
— Nie, panie. Ale tak mocno mnie usiekli, że straciłem przytomność. Pić, caballeros, chociaż łyczek...
— Proszę, przyjacielu — powiedział Carmaux podając mu piersiówkę z wodą i odrobiną gorzałki. — Po tym od razu staniesz na nogi.
Wstrząsany gorączką Katalończyk wychylił zawartość manierki do dna, po czym spojrzał na Czarnego Korsarza i powiedział:
— Szukasz gubernatora, prawda?
— Zgadza się — odparł — widziałeś go?
— A jakżeby inaczej! Co za pech! Straciłeś okazję, żeby go powiesić, a ja żeby odpłacić mu za dwadzieścia pięć bolesnych razów.
— Co masz na myśli? — zapytał Czarny Korsarz świszczącym głosem.