Wziął do ręki długą navaję, wsadził jej ostrze w szczelinę drzwi i podważył rygiel.

Obaj piraci weszli prędko do środka i zamknęli za sobą drzwi akurat w tej chwili, gdy żołnierze mijali uliczkę, krzycząc na cały głos:

— Zatrzymać ich! Zatrzymać!

Błądząc po omacku w ciemnościach, piraci natrafili na schody prowadzące na górę. Wspięli się po nich bez wahania i zatrzymali na półpiętrze.

— Musimy oświetlić sobie drogę i zobaczyć, gdzie dalej iść — powiedział Carmaux. — I trzeba by poznać lokatorów. Przykra niespodzianka czeka tych biedaków.

Wyciągnął krzesiwo35 i kawałek lontu, zapalił go, dmuchając lekko, by rozniecić płomień.

— Hej! Tu są otwarte drzwi! — rzucił.

— I ktoś tu chrapie — dodał Czarny Korsarz.

— To dobry znak! Ci, którzy smacznie śpią, są zwykle pokojowego usposobienia.

Czarny Korsarz otworzył drzwi bez najmniejszego szmeru i wszedł do skromnie umeblowanego pomieszczenia. Wydawało się, że ktoś leży na łóżku.