— Już wracasz, mości panie notariuszu? — zapytał, gdy zobaczył Carmaux.

— A czego się spodziewałeś? — odparł pirat. — Mojemu klientowi śpieszyło się opuścić ten padół łez i nie marnował mego czasu.

— Czyżby zostawił wam w spadku tego okazałego Murzyna? — spytał, wskazując na zaklinacza węży. — Caramba!38 Olbrzym wart miliony piastrów!

— Zgadłeś, to podarunek. Dobrego dnia, panie żołnierzu!

Szybko skręcili za róg i weszli do domu notariusza, ryglując za sobą drzwi.

Czarny Korsarz oczekiwał ich na korytarzu, nie kryjąc zniecierpliwienia.

— Co się stało, że Murzyn wrócił? — zapytał. — I gdzie jest ciało mojego brata? I co robisz tutaj ty, Van Stillerze?

Carmaux w kilku zdaniach poinformował go o przyczynie powrotu Moko do Maracaibo, o tym, że Van Stiller może się bardziej przydać na miejscu, a także o nowinach zasłyszanych od żołnierza pilnującego wylotu ulicy.

— Wieści, które przynosisz, nie są dobre — odparł kapitan i zwrócił się do Moko. — Jeśli Hiszpanie przeczesują okolice i wybrzeże, nie wiem, jak dotrzemy na „Błyskawicę”. Nie o siebie się obawiam, lecz o statek, który może paść łupem floty admirała Toledo.

— Do stu piorunów! — wykrzyknął Carmaux. — Jeszcze tego nam brakuje!