Czarny Korsarz wydawał się nie słyszeć ani jednego, ani drugiego. Opuścił pokój, wyszedł na korytarz i podszedł do okna, z którego rozpościerał się widok na uliczkę.

— No to wpadliśmy po uszy — powiedział Van Stiller do Moka. — Czarny przyjacielu, nie przychodzi ci nic do głowy? Jakiś pomysł, który wydobyłby nas z tej niewesołej sytuacji? Nie czuję się zbyt pewnie w tym domu.

— Może i miałbym jakiś pomysł — odparł tamten.

— No to wyduś go z siebie, bracie! — powiedział Carmaux. — Jeśli okaże się wykonalny, uściskam cię, jak jeszcze nikogo w życiu nie wyściskałem.

— Tyle tylko że musimy zaczekać do wieczora.

— Nie śpieszy się nam, póki co.

— Przebierzecie się za Hiszpanów i spokojnie wyjdziecie z miasta.

— Przecież mam na sobie ubranie notariusza.

— To za mało.

— Co więc mam na siebie założyć?