Do środka szybkim krokiem wszedł młodzieniec, na oko w wieku osiemnastu, może dwudziestu lat, wytwornie ubrany, uzbrojony w wetknięty za pas elegancki sztylet.
— Tak długo każecie czekać, gdy mnie się śpieszy? Carr...
Na widok Carmaux i Moko przystanął, spoglądając na nich trochę ze zdziwieniem, a trochę z przestrachem.
Próbował zawrócić, ale drzwi w jednej chwili zamknęły się za jego plecami.
— Kim jesteście? — zapytał.
— Sługami dobrodzieja notariusza — odparł Carmaux, zginając się w komicznym ukłonie.
— No proszę! — krzyknął młodzieniec. — Don Turillo nagle stał się tak bogaty, że pozwolił sobie na luksus najęcia dwóch sług?
— Zgadza się, a wszystko to dzięki spadkowi po zmarłym w Peru wuju — odparł pirat ze śmiechem.
— Prowadźcie mnie do niego natychmiast. Przecież został uprzedzony, że dziś miały się odbyć moje zaślubiny z panną Carmen di Vasconcellos. Do czego to doszło, że muszę osobiście przychodzić, żeby tego...
Urwał w pół słowa uderzony czarną pięścią między łopatki. Upadł na kolana, a Moko zacisnął mu przedramię na szyi i przydusił go. Nieszczęsny młokos ledwie łapał oddech, oczy prawie wylazły mu z orbit, a twarz przybrała kolor czerwony.