— Ej, powoli, bracie — rzekł Carmaux. — Jeśli przyciśniesz odrobinę mocniej, zadusisz mi go zupełnie. Trzeba być uprzejmym dla klientów notariusza!
— Bez obaw, przyjacielu — odparł zaklinacz węży.
Wystraszony młodzieniec nawet nie myślał stawiać oporu. Piraci zawlekli go do pokoju na piętrze, rozbroili i związali, sadzając tuż obok notariusza.
— Gotowe, panie kapitanie — zameldował Carmaux.
Czarny Korsarz skinieniem głowy pochwalił sprawnie przeprowadzoną akcję, po czym zbliżył się do więźnia, który wpatrywał się w niego z wyraźnym przestrachem, i zapytał:
— Kim jesteś?
— To jeden z moich najlepszych klientów, panie — odezwał się notariusz. — Ten zacny młodzieniec dałby mi dziś zarobić przynajmniej...
— Milcz! — rozkazał sucho Czarny Korsarz.
— A to ci papuga z tego notariusza — dodał Carmaux. — Jeśli dalej tak sobie będzie poczynał, trzeba będzie mu skrócić język.
Młody szlachcic przez chwilę uważnie przyglądał się Czarnemu Korsarzowi, a następnie odpowiedział, nie tracąc rezonu: