— Jestem synem sędziego z Maracaibo, don Alonza de Conxevio. Mam nadzieję, że teraz mi wyjaśnisz, jaki jest powód tej napaści.

— Nie musisz tego wiedzieć, mogę ci jednak obiecać, że jeśli będziesz się zachowywać spokojnie, nie stanie ci się krzywda. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, jutro będziesz wolny.

— Jutro! — wykrzyknął zaskoczony. — Ależ, panie, dziś mam poślubić córkę kapitana Vasconcellos.

— Ożenisz się jutro.

— Zważaj na słowa, mości panie! Mój ojciec przyjaźni się z gubernatorem. Możesz drogo zapłacić za to, jak mnie traktujesz. W Maracaibo broni i żołnierzy jest pod dostatkiem.

Czarny Korsarz posłał mu pogardliwy uśmiech, po czym odparł:

— Nie obawiam się ich. Zapewniam cię, że mam ludzi o wiele groźniejszych od tych, którzy strzegą Maracaibo, a także własne działa.

— Kim jesteś?

— Nie musisz tego wiedzieć.

Po tych słowach Korsarz odwrócił się i wyszedł z pokoju, by stanąć na straży przy oknie. Carmaux i Moko ponownie zaczęli plądrować dom, myszkując we wszystkich zakamarkach od piwnicy po strych w poszukiwaniu czegoś do jedzenia na śniadanie, Van Stiller z kolei rozsiadł się obok więźniów i pilnował, by nie próbowali ucieczki.