— Wybacz zwłokę, panie — odparł Carmaux, zginając się w groteskowym ukłonie — lecz byliśmy zajęci.

— Czym? — zapytał Hiszpan.

— Opieką nad notariuszem.

— Czyżby był chory?

— Zapadł na wysoką gorączkę, panie.

— Mów mi „hrabio”, łajdaku.

— Wybacz, wasza hrabiowska mość, nie miałem dotąd przyjemności pana poznać.

— Idź do diabła! Gdzie mój siostrzeniec? Powinien być tu od dwóch godzin.

— Nie widzieliśmy nikogo.

— Kpisz sobie ze mnie! Gdzie notariusz?