— Phi! To się jeszcze okaże.

— Nie brak ci odwagi, to się chwali. Tym niemniej radzę ci odłożyć szpadę i poddać się.

— Komu?

— Mnie.

— Łotrzykowi, który zastawia na mnie zasadzkę i chce podstępem pozbawić życia?

— Nie, księciu Emilianowi z Roccanery, panu Ventimiglii.

— Aha! A więc masz szlacheckie pochodzenie! Chciałbym chociaż wiedzieć, dlaczego słudzy pana Ventimiglii próbują mnie zamordować.

— Tak ci się tylko wydaje, nikt nie miał zamiaru cię mordować, hrabio. Chcieliśmy cię tylko rozbroić i uwięzić na kilka dni, nic ponad to.

— Z jakiego powodu?

— Byś nie powiadomił władz Maracaibo o mojej obecności w mieście — wyznał Czarny Korsarz.