Ten przybysz nasz dokonał. W rękach drzewo gnie się,

Aż zegnie się ku ziemi! Co kiedy się stało,

Na gałąź wsadził pana i, znowu się mało

Trudzący, jął to drzewo przepuszczać przez palce,

By zbyt nie odskoczyło. W końcu po tej walce,

Co walką snać nie była, do niebieskich pował

Ów maszt się, dźwigający króla, wyprostował.

Lecz menad król nie dojrzał, za to menad oczy

Spostrzegły go wyraźnie w niebieskiej przeźroczy,

Na drzewa tego szczycie. W tym samym momencie