Nie całkiem usłyszawszy, co im cisza święta

Przyniosła, wraz na palcach wspięły się te panny,

To w tę, to w ową stronę wzrok swój nieustanny

Rzucając. Wtem na nowo głos się ozwał z góry,

I, Bacha już poznawszy, Kadmosowe córy

Zerwały się, jak dzikie gołębie i siły

Do biegu wytężywszy, co tchu popędziły

Agawe matka króla, i obie jej siostry

I wszystkie wraz bachantki: niby wicher ostry,

Przepaści przesadzając, jary i źródliska,